
"Nasz
pies nie chce nas słuchać, bo kompletnie nas zdominował.
Przychodzi na zawołanie kiedy chce, podobnie wykonuje
nasze polecenia, chyba, że mamy pod ręką coś smacznego.
Zdarza mu się warczeć na nas, kiedy próbujemy zrzucić
go z kanapy lub zapinamy mu obrożę". Tego rodzaju
skargi zdarza mi się często słyszeć z ust opiekunów
moich czworonożnych pacjentów. Kiedy pytam jak do tej
pory radzili sobie z trudnym zachowaniem pupila, zwykle
otrzymuję opis działań zalecanych przez najbardziej
popularne poradniki wychowania psa. "Nie pozwalamy
psu dominować nie pozwalając mu przechodzić przez drzwi
przed nami, karmimy go dopiero po naszym posiłku lub
jemy coś przed psem, nie pozwalamy by wygrywał w zabawach,
ignorujemy go kiedy domaga się naszej uwagi, zwłaszcza
kiedy wracamy do domu". Kiedy proszę o zademonstrowanie
podstawowych umiejętności dobrze wychowanego psa, takich
jak siad, zostań czy waruj, do tej pory spokojni i pełni
ciepłych uczuć do swojego pupila opiekunowie zmieniają
się w okamgnieniu w nadgorliwego kaprala Legii Cudzoziemskiej.
Stają zwykle na baczność i nienaturalnie podniesionym
głosem wydają psu komendy. Ten zaś, wyraźnie skonfundowany,
stara się po psiemu załagodzić trudną i mało zrozumiałą
dla niego sytuację. Najczęściej wykonuje czynności zastępcze
lub prezentuje inne tak zwane sygnały uspokajające,
co z kolei wkurza opiekunów i nasila ich krzyki. Przejawy
agresji pupila spotykają się natomiast z ostrą reprymendą
lub fizycznym "dominowaniem" - chwyceniem
za kark lub przewróceniem psa na plecy. Bardziej uległe
z natury psy zwykle uczą się unikać opiekunów w potencjalnie
trudnych sytuacjach, u pozostałych problem agresji mniej
lub bardziej narasta.
Skąd biorą się tego rodzaju nieporozumienia i wynikające
z nich trudności ? Czemu usiłując podporządkować sobie
psa osiągamy efekt wprost przeciwny do zamierzonego
?
Sądzę, że u podstaw tego typu ludzkich działań leży
fałszywie pojęta i niestety głęboko zakorzeniona w naszej
mentalności teoria dominacji, wyrosła kilkadziesiąt
lat temu na gruncie, także fałszywych, jak to spróbuję
dalej pokazać, obserwacji społeczności wilków.
Nasz sposób rozumienia relacji z psem oraz sposoby wychowania
i szkolenia opierają się na zasadzie "Ja jestem
panem, a ty psem, ja każę, ty robisz". Jasne i
oczywiste jest to, że pies powinien być posłuszny i
podporządkowany człowiekowi, jednak sposób w jaki to
próbujemy osiągnąć opiera się na zasadzie przewagi egzekwowanej
przez silniejszego "przywódcę stada". Według
tej zasady przywódca jest zawsze silniejszy, zawsze
ma większe prawa i przywileje, zawsze podporządkowuje
sobie słabsze osobniki.
Pies jest potomkiem żyjących w hierarchicznie zorganizowanych
grupach wilków, a zatem funkcjonowanie psa wśród ludzi
opierać się musi na podobnych regułach jakie rządzą
wilczą społecznością. Tymczasem, jak wykazały poczynione
ostatnio badania i obserwacje, po pierwsze, społeczność
wilków nie jest zorganizowana w tak sztywny i bezwzględny
sposób, jak dotąd sądzono, po drugie w trwającym kilkanaście
tysięcy lat procesie udomowienia pies przestał w dużej
mierze, także w sferze zachowania być wilkiem. Mówiąc
bardziej dobitnie jest wilkiem w takim mniej więcej
stopniu jak my, ludzie jesteśmy małpami.
Hierarchiczna struktura wilczej watahy wyznaczana jest
przez trzy zasadnicze cele - zdobycie pożywienia, unikanie
zagrożeń i szanse reprodukcji. Aby upolować zdobycz
konieczne jest ścisłe współdziałanie wszystkich członków
watahy oraz kontrola grupy przez parę Alfa. Podobnie
rywalizacja między samcami o szanse reprodukcji gwarantuje
przekazanie najlepszych genów, a więc przetrwanie grupy
jako całości i wszystkich jej osobników. Jednakże okazuje
się, że żyjące w silnie zhierarchizowanych grupach wilki
w sytuacji konfliktu unikają fizycznej konfrontacji,
a do rozstrzygania wszelkich sporów używają bogatego
języka sygnałów i gestów.
Niestety, obserwacje czynione kilkadziesiąt lat temu,
początkowo na wilkach żyjących w niewoli, co siłą rzeczy
miało duży wpływ na repertuar ich zachowań, a także
nastawienie badaczy, doprowadziły do sformułowania wniosków
o konfrontacyjnym i opartym na fizycznej sile, charakterze
relacji między wilkami. Nie ma w takim tradycyjnym postrzeganiu
nic dziwnego, bo przecież jeszcze na początku XX wieku
zamieszkujące Amerykę Południową czy Afrykę ludy pierwotne
określano jako barbarzyńskie, odmawiając im mniej lub
bardziej otwarcie ludzkich uczuć czy "cywilizowanych"
obyczajów.
Jeśli wnikliwiej przyjrzeć się wilczym obyczajom, co
poczyniono w ostatnich dwudziestu latach, można dostrzec
szereg elementów sprzecznych z tradycyjnym oglądem hierarchicznych
zachowań. Gdyby na przykład mające wyższą pozycję osobniki
posilałyby się zawsze pierwsze, jak mogłyby przeżyć
szczenięta i młodzież stojące na samym końcu hierarchicznej
drabiny ? Gdyby nie przeżyły, z kim polowałyby te silniejsze
i kto zastąpiłby je w przyszłości ? Wiele z tak zwanych
zasad dominacji jest łamanych ponieważ, jak wspomniano,
wilki unikają konfliktów, a prawdziwie pewne siebie
osobniki zachowują się raczej łagodnie. Społeczność
tak silnie bazująca na pracy zespołowej, zarówno jeśli
chodzi o wspólne łowy jak i opiekę nad młodymi, byłaby
społecznością niezdolną do przetrwania, gdyby młode
skazywano na czekanie z pustymi żołądkami na to, aż
pierwsi pożywią się "przywódcy". Jak wynika
z obserwacji dzikich psów afrykańskich, nie tylko najmłodsze
szczenięta jedzą pierwsze, następne w kolejce są roczne
i dorastające osobniki. Taka organizacja ma na celu
zapewnienie przetrwania grupie, a w konsekwencji każdemu
z jej członków.
Podobnie wspólne rozszarpywanie upolowanej zdobyczy
jest zachowaniem polegającym na współpracy, a nie jak
do tej pory sądzono, na bezwzględnej rywalizacji.
Pies jest zwierzęciem wyjątkowym pod wieloma względami.
Jedynym, dla którego naturalnym środowiskiem jest społeczność
ludzka. Dlatego jako jedyne zwierzę jest wszędzie tam
gdzie dociera i żyje człowiek od rejonów arktycznych
po równik. Jest także jedynym, które możemy karać, a
ono i tak do nas wróci. Wystarczy spróbować tradycyjnych
metod szkolenia psa wobec jakiegokolwiek innego zwierzaka,
choćby kota, by przekonać się, że odmówi jakiejkolwiek
współpracy lub wyprowadzi się do sąsiadów.
Przyjmuje się, za profesorem Raymondem Coppingerem,
autorem odkrywczej monografii na temat psów, że pies
jest niejako zatrzymanym w fazie młodzieńczej wilkiem,
który zachował przez całe życie chęć do zabawy i pozbył
się właściwej wszystkim dorosłym dzikim zwierzętom neofobii
- lęku przed nieznanymi dotychczas sytuacjami. Dlatego
tak łatwo przystosowuje się do wszelkich ludzkich warunków
i zmian - podróży, ruchu ulicznego, kontaktu z wieloma
ludźmi, innymi psami i innymi zwierzętami. Potrafi doskonale,
choć po psiemu, rozumieć nasze zachowania i emocje.
Od bardzo długiego czasu nie musi polować by zdobyć
pożywienie czy rywalizować o szanse reprodukcji, a zatem
reguły hierarchicznej struktury wilczej watahy przestały
odgrywać w jego życiu ważną rolę. Tego rodzaju zmiany
w zachowaniu w toku udomowienia utrwaliły się także
w genach.
Opracowane na podstawie tradycyjnego rozumienia hierarchii
stada sposoby redukcji pozycji psa w ludzkim "stadzie"
miały na celu uzyskanie psychologicznej przewagi i uzyskanie
kontroli nad jego zachowaniem. "Zasady" mówiące
o konieczności ustalenia właściwej pozycji w stadzie
wydawały się być cudownym rozwiązaniem: zachowanie naszego
pupila kontrolować możemy za pomocą środków psychologicznych.
Aby dobrze wychować swojego towarzysza wystarczyło zachowywać
się jak pies dominujący lub osobnik "Alfa"
stosując się do kilku prostych zasad: jedz zawsze przed
psem, pierwszy przechodź przez drzwi, nigdy nie pozwalaj
wygrywać psu w zabawach siłowych, nie pozwalaj psu zajmować
wyższej pozycji np. poprzez siadanie na sofie lub na
szczycie schodów, nie pozwalaj psu ciągnąc na smyczy,
ignoruj go kiedy domaga się twojej uwagi i kiedy wracasz
do domu. Zasady te jednak, jak się okazuje, niewiele
mają wspólnego z właściwym rozumieniem zachowania psa,
jego natury i potrzeb. Jedzenie przed psem może być
frustrujące i dzięki wzbudzeniu negatywnych emocji przyczynić
się do wzmożenia problemów z agresją dla tych psów,
dla których ma ono szczególną wartość, jak na przykład
labradory. Natomiast dla psów takich jak shih-tzu czy
york nie ma specjalnego znaczenia. Psy leżą na kanapach
po prostu dlatego, że jest tam im wygodnie i czują nasz
zapach, nie zaś dlatego, że próbują nas zdominować.
Pozwalanie im na to lub nie jest kwestią reguł, jakie
my ludzie ustalimy i nie ma związku z naszą relacją
z psem, choć oczywiście posłuszeństwo lub jego brak
ma taki związek. Z kolei niepozwalanie psu na "wygrywanie"
na przykład w zabawach z przeciąganiem nie jest dla
niego przyjemne i zniechęca do kontaktu z nami. Ile
razy zagrałbyś Drogi Czytelniku w tenisa z kimś, kto
zawsze wygrywa i jakbyś czuł się gdyby Twoi domownicy
ignorowali Cię kiedy wracasz do domu lub o coś ich prosisz
?
Współczesne podejście i metody szkolenia psów opierają
się na niekonfrontacyjnym związku z psem oraz na wykorzystywaniu
jego naturalnych zdolności i pozytywnej motywacji. Obrazowo
mówiąc można skłonić psa do przebywania w określonym
kącie pokoju okładając go kijem, kiedy tylko przebywa
w jakimkolwiek innym niż ów kąt miejscu, albo też można
nagradzać go kiedy tylko skieruje się tam lub znajdzie.
Podobnie chodzenia przy nodze uczyć można "korygując"
(czytaj: karząc psa) szarpnięciem kolczatki czy łańcuszka
zaciskowego za każdą próbę oddalenia się od nogi opiekuna
lub też nagradzać go kiedy tylko znajdzie się w pobliżu
naszej nogi lub zajmie odpowiednią pozycję. Pytanie
za 100 punktów - jak czuje się pies koncentrujący się
podczas nauki na unikaniu kary i jak wpływa to na zaufanie
do jego przewodnika ? Jaki ma stosunek do uczenia się
nowych umiejętności ?
Szkolone metodami pozytywnymi psy nie obawiają się eksperymentować
z nowymi zachowaniami prezentując chętnie w nadziei
otrzymania nagrody, całą ich masę, próbując niejako
odgadnąć o co nam chodzi. Naszym zadaniem jest wyłapanie
i nagrodzenie tych, o które nam chodzi, naprowadzenie
psa nagrodą lub kształtowanie poszczególnych elementów
zachowań, jak to ma miejsce w treningu z klikerem. Także
eliminacja niepożądanych zachowań polegać może na wyuczeniu
w ich miejsce równie satysfakcjonujących zachowań, które
akceptujemy.
Pracując w ten sposób z psem nie tylko wzmacniamy jego
zaufanie do nas, ale też przede wszystkim potrafimy
świetnie kontrolować psa i jego zachowanie, a o to przecież
nam chodzi, kiedy mówimy o posłuszeństwie czy podporządkowaniu
naszym poleceniom.
Jak zatem mogą poradzić sobie z zachowaniami swojego
pupila cytowani na początku artykułu opiekunowie ? Zastanów
się Drogi Czytelniku....
Filozofia stosowania kar czy język dominacji zostały
już jakiś czas temu wyeliminowane z repertuaru środków
jakie stosujemy w wychowaniu dzieci. Jeśli moja pięcioletnia
córeczka jest nie posłuszna, jakoś nie przychodzi mi
na myśl by ją "zdominować". Zamiast kary,
która zawsze jest wyrazem bezradności, próbuję pokazać
jej konsekwencję niewłaściwego zachowania, uspokoić
emocje lub wzbudzić motywację do właściwego postępowania.
Oczywiście my ludzie posługujemy się językiem werbalnym
i potrafimy nieporównywalnie doskonalej wyobrażać sobie
przyszłość, a co za tym idzie skutki naszych działań,
jednak analogia do metod wychowawczych jakie obecnie
stosujemy wobec dzieci jest tu całkiem na miejscu. Pies
jest zwierzęciem związanym z nami od tysiącleci mającym
motywację społeczną do przystosowania się do nas i do
naszych wymagań. Zrozumienie i zaspokojenie jego potrzeb
oraz wykorzystanie motywacji jest kluczem do kształtowania
właściwych relacji z psem i uczenia go potrzebnych nam
umiejętności.
(Tekst artykułu opublikowanego w miesięczniku Mój
Pies - styczeń 2007 - pod tytułem "Co z tą dominacją?")
Andrzej Kłosiński - psycholog, behawiorysta
- specjalista terapii zachowania zwierząt DipCABT(Coape)NOCN
www.amichien.pl